Jan, Hans, Jankiel, Iwan…

W Muzeum Historii Szczecina stoi rower, piękna zielona damka wyprodukowana na licencji szczecińskiej fabryki StoewerWerke AG. Aż chciałoby się wsiąść i pojechać, tym bardziej, że wypożyczenie roweru miejskiego przekracza moje możliwości, a właściwie umiejętności.

A więc z tęsknotą i zachwytem spoglądam na rower z zakładów Stoewera.

Fabryka ta bardzo dobrze prosperowała przed wojną, produkując nie tylko rowery, ale także maszyny do szycia i pisania, a przede wszystkim szeroko pojęte automobile. W latach 1899-1945 z fabryki Stoewera wyjechało kilkanaście tysięcy samochodów, do dzisiejszych czasów przetrwało około 200. Trzy z nich znajdują się w szczecińskim Muzeum Komunikacji i Techniki. Podczas wojny fabryka, jak wiele innych, uległa prawie całkowitemu zniszczeniu. Po częściowej odbudowie stała się Szczecińską Wytwórnią Sprzętów Metalowych, później Szczecińską Fabryką Motocykli, produkującą słynne Junaki, a przed upadkiem Fabryką Mechanizmów Samochodowych POLMO.

Rower jest częścią stałej wystawy „Hans Stettiner i Jan Szczeciński. Życie codzienne w Szczecinie w XX wieku”.

Życie Hansa i Jana ukształtowała wojna. Hans opuszczał w pośpiechu Szczecin, swoją fabrykę lub inne miejsce pracy. Jeśli miał „szczęście”, to został i pomagał Janowi uruchamiać miasto, by w końcu i tak wyjechać. A Jan uczył się miasta od podstaw, zajmując mieszkanie Hansa, które uniknęło cudem alianckiego nalotu. Gdyby Janek z dywizjonu 300 im. Ziemi Mazowieckiej wiedział, że bombarduje miasto, które później przyjdzie mu odbudowywać, pewnie nie przykładałby się tak dokładnie, zrzucając bomby.

Był jeszcze Iwan, który wywoził z miasta, co cenniejsze, a potem na długie lata został i pilnowal porządku przez siebie ustanowionego.

Jeżeli zaś, nazwijmy go Jankiel, jakimś cudem przetrwał wojnę w Szczecinie lub po wojnie do niego przybył, długo tu nie zagościł. Emigrował dalej. W zasadzie nie był tu nigdy mile widziany.

Mogło być tak, jak u naszego kuzyna, którego matka Jadwiga osiadła w Szczecinie, szukając szczęścia, pracy i męża na ziemiach odzyskanych. Nie wszystko jej się udało. Pracę zaczęła na Łasztowni w rzeżni, którą uruchomiono zaraz po wojnie. Być może, że przedtem pracował tu Hans lub jego ojciec, należał może też do jednego z klubów wioślarskich z siedzibą na wyspie Grodzkiej, gdzie później Jadwiga uprawiała swój ogródek. Poniemieckie mieszkanie, które przypadlo im w udziale było porządne, jak na tamte czasy. Jan mieszka w nim do dziś. Po śmierci brata stoczniowca, który zginął w grudniu 1970 roku Hans zacząl wysyłać Janowi paczki z żywnością i lekarstwami. Niedawno wnuk Hansa szukając śladów dziadka stanął przed kamienicą przy ulicy Bohaterów Getta Warszawskiego, dawnej Beringstraße. Zapukał do drzwi mieszkania Jana, drzwi z otworem na listy/Briefe, które pamiętają z pewnością jeszcze Hansa.

Czas pokaże, jak potoczą się dalsze losy Janów i Hansów, jak rozwinie się miasto, co zapomimy, co wyprzemy z pamięci, co zamieciemy po dywan, a z czego będziemy dumni.