Reblog: ze Szczecina w Marszu dla Aleppo

civil-march-for-aleppo

Marek Kowalczyk

Poznaliśmy się w grudniu 2016, podczas jednego z ostatnich berlińskich spotkań przygotowujących marsz dla Aleppo, zanim 26 grudnia marsz wyruszył w trasę z berlińskiego lotniska Tempelhof. Zaciekawił mnie, bo był milczący i poważny, a my, ta berlińska gromadka, byliśmy raczej rozgadani i weseli. Gdy zaczęła się runda prezentacyjna (zawsze musiała być, bo grupa się wciąż zmieniała), powiedział, że jest ze Szczecina i chce robić film o marszu. Nastawiłam uszu, w końcu jestem przewodniczącą Stowarzyszenia Partnerstwa Miast pomiędzy Szczecinem a berlińską dzielnicą Friedrichshain/Kreuzberg. Nie jest to może moje najważniejsze zadanie życiowe, ale jednak zobowiązuje do kilku rzeczy, w tym również do szukania interesujących kontaktów.

Marek Kowalczyk, fotograf, filmowiec, dziennikarz.

Przeglądam jego stronę internetową, klipy reklamowe, foty, koncert kapel punkowych w jakichś bunkrach w lesie pod Szczecinem, pejzaże z Czarnych Gór na Ukrainie (powyżej), piękne jak malarstwo barokowe, zdjęcia z małej wioski niemieckiej (poniżej).

Czuję ucisk w piersiach i nie wiem, czy jest mi z tym dobrze czy strasznie, bo takie zdjęcia robił 60 i 70 lat temu mój ojciec. Taki sam świat, te same motywy, te same efekty. Technika na pewno inna, nie znam się, ale ucisk w piersiach nie ustępuje. Przecież nie ma ojca, nie ma tego świata, nikt już tak nie robi zdjęć… Już nigdy nie pójdziemy o świcie plażą w Sobieszewie, nie zatrzymamy się na drugie śniadanie koło chałupy rybaków, być może w ogóle nie ma już tamtej plaży, bo zbudowano tam Port Północny i Siarkopol, bo mierzeję rozkopały kohorty poszukiwaczy bursztynu, a teraz i tak rząd podjął decyzję o tym, żeby przekopać ją od Zalewu do Bałtyku. Już nic nie ma…

A Marek zrobił takie zdjęcia rok czy dwa lata temu.

***

Podczas marszu jest po trochu uczestnikiem, ale tak naprawdę to patrzy z boku. Czasem filmuje, czasem fotografuje, ale przede wszystkim patrzy. Docenia czas. Milczy.

***

Kiedyś, gdy pracował jako reporter, musiał robić jeden, dwa, a czasem nawet trzy “materiały” dziennie. To uczy szybkości pracy i decyzji, co się zawsze bardzo przydaje. Ale jednak teraz, gdy zostawił etat, żeby filmować marsz, bardzo ceni czas.

***

Urodził się w Szczecinie.

Zdjęcia robił od zawsze, od kiedy brat harcerz, podarował mu aparat zenit, taki na film 36-klatkowy.

***

Dlaczego bierzesz w tym udział?, pytam. Bo to jedno z najważniejszych oddolnych wydarzeń społecznych zorganizowanych w Europie w ostatnim dziesięcioleciu. Chcę opowiedzieć historię tego wydarzenia. Osobiście wierzę, że marsz się uda, ale jeśli nie, nie ma to znaczenia. Chcę opowiedzieć jego historię. Ale nie będę uprawiał propagandy, w filmie na pewno pojawią się i nieprzyjemne aspekty. To ma być prawdziwa opowieść.

Wieczorem obejrzę kilka nakręconych fragmentów. Piękne, inne niż normalne filmy. Zapamiętuję ujęcie przez skostniałą z zimna, skuloną dłoń, otwierającą drzwi samochodu…

***

Z czego żyjesz, skoro nie tylko nie zarabiasz, ale jeszcze jesteś na marszu, który też kosztuje?

Projekt nie udałby się, gdyby nie pomoc finansowa kilku osób. Wymieńmy je, bo im się to należy:
Maciej Sajewicz
Ewa Kaptur
Ania Karkota
Andrzej Grochala

Dziękujemy Wam.

***

Jednak tak naprawdę projekt nie uda się bez… Marka Kowalczyka. Dziękujemy, Marku.

Foto Janusz Ratecki