W odwiedzinach u Zbyszka z Bogdańca

W ramach współpracy Miast Partnerskich zostałam zaproszona na wycieczkę do Zagrody Młyńskiej w miejscowości, z której pochodził (ponoć) Zbyszko z Bogdańca – bohater znanej powieści „Krzyżacy” Henryka Sienkiewicza. Na terenie Muzeum na wycieczkowiczów czekał miejscowy piekarz, który miał zademonstrować pieczenie chleba metodą tradycyjną na liściu kapusty i chrzanu.

Uczestnikami wycieczki byli w większości mieszkańcy osiedla Turzyn, w tym przede wszystkim tzw. stara gwardia – jak potwierdził kierownik Rady Osiedla – Zbigniew Zaucha. Jeśli przypadkiem trafi się jakiś nowy człowiek od razu otrzymuje status obcego. W tym gronie dla większości byłam obca, znałam tylko kierownika i jeszcze jedna osobę z widzenia.

W miarę szybko podczas jazdy nawiązałam kontakt z niektórymi pasażerami, włączając się w ożywione dyskusje, które były całkiem ciekawe dla słuchacza z zewnątrz.

Jak to na każdej wycieczce w autokarze było dość gwarno, w końcu jechali sami znajomi, tematów do rozmów nie brakowało, nastroje najwyraźniej dopisywały – sądząc po dochodzących śmiechach. Co niektórzy chcąc być dobrze zauważonym i słyszanym, donośnym głosem obwieszczał rewelacje o muzułmanach, chuściastych babach, które za nieposłuszeństwo bywają bite, gwałcone, kamieniowane, o czym prasa nie pisze – powiadał. Kiedy zapytałam, skąd ma takie wieści to usłyszałam, że „z telewizji”. Na szczęście nie trwało to długo, reszta wycieczki na politykowanie najwyraźniej nie miała ochoty, każdy myślał o czekających atrakcjach, jakim był wypiek chleba czy zwiedzanie Muzeum.

Do Bogdańca dotarliśmy prawie punktualnie, kierowca jednak pod presją męskiej części uczestników zatrzymał się przed Delikatesami – goście chcieli zaopatrzyć się w napoje. Zakupy trwały znacznie dłużej niż wyznaczony czas, co sprawiło, że na miejsce dotarliśmy godzinę po terminie. Podenerwowany piekarz przywitał nas z lekkim rozczarowaniem. Dowiedzieliśmy się, że nasz chleb… został już upieczony. „Rozgrzany piec“, powiedział fachowiec, „nie może czekać i musieliśmy wasz chleb upiec“. I rzeczywiście, apetycznie wyglądające bochenki czekały na rozłożonej desce.

Pokaz jednak odbył się tzn. pokazano, jak się robi ciasto z wody, mąki i drożdży, poznaliśmy też różne formy wypieku, począwszy od chleba i bułek, przez plecionki po rogale, ślimaczki, zajączki i inne cuda wianki. Po zakończonym pokazie każdy otrzymał w podarunku pół bochenka chleba, którego zapach był tak wspaniały, że skłonił nas do natychmiastowej konsumpcji. Smak, jaki poczułam w ustach znany mi był z okresu dzieciństwa, kiedy moja babcia w ten sam sposób piekła chleb. Niebo w gębie!

Teren na którym znajdowaliśmy się to Muzeum obejmujące trzy zabytkowe obiekty składające się na zagrodę młyńską: młyn, budynek gospodarczy, wozownia. Budynek młyński wzniesiony został w 1826 roku w konstrukcji szkieletowej (szachulcowej). Podstawowy materiał budowlany to drewno oraz cegła.


W budynku można było zwiedzić mieszkanie młynarza, oryginalne wyposażenie młyna, obejrzeć domowe narzędzia i maszyny związane z przetwórstwem zboża (różnego rodzaju stępy i żarna, łuszczarkę do kaszy wraz z sortownicą, czyszczarkę do gryki, wialnię), przedmioty związane z wypiekiem chleba (dzieże, niecki, łopaty do wypieku chleba, pocioski). W budynkach gospodarczych i na podwórzu wyeksponowane były narzędzia rolnicze, środki transportu wiejskiego (wozy bryczki, sanie, uprząż) oraz inne przedmioty związane z gospodarzeniem na wsi.

 

Po zakończonym zwiedzaniu nastąpił czas na wypoczynek w idyllicznym miejscu pośród starodawnych budowli, w szumie płynącej rzeczki, wodospadu oraz otaczającej zieleni. Tu można było się wzmocnić przy suto zastanych stołach. Atmosfera była relaksująca, każdy z każdym rozmawiał na luzie częstując się wyrobami własnego wyrobu. Ponad trzy godziny trwała uczta, która dawała wszystkim radość bycia ze sobą. W dobrych nastrojach, zrelaksowani z piosenką na ustach wróciliśmy do domu, miło wspominając nie tylko ciekawe miejsce, ale i jego domniemanego bohatera – Zbyszka z Bogdańca.